Podlascy Sprawiedliwi – dzień wdzięczności

Trzy medale i dyplomy „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” przyznawane przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie otrzymali wczoraj z rak Anny Azari, ambasadora Izraela w Polsce przedstawiciele trzech podlaskich rodzin. Pośmiertnie przyznano odznaczenia: Stefanii i Alfonsowi Radziwanowskim z  Dworzyska (pow. sokólski); Lucynie i Stefanowi Białym oraz Kazimierze i Lucjanowi Boguckim ze wsi Dąbrowy-Kaski (pow. wysoko-mazowiecki). Odznaczenia odebrali potomkowie Sprawiedliwych.

– Pamiętamy małą Hanę, bawiłyśmy się z nią jeszcze po wojnie, kiedy nas odwiedzała – mówiły o uratowanej przez swoich rodziców Hanie Sznicer Janina i Marianna z rodziny Boguckich. Hana Sznicer z ojcem Szlomem ukrywali się w stodole u państwa Białych i Boguckich. Byli uciekinierami z getta w Wysokiem Mazowieckiem. Po wojnie wraz z ojcem często odwiedzali swoich wybawców, przyjaźnili się, ojciec Hany uczył synów Stefana Białego fachu kuśnierza.

Niezwykłą historią jest opowieść o ocaleniu prof. Szymona Datnera, filozofa i antropologa z Krakowa, który w 1928r przyjechał do Białegostoku, aby uczyć w tutejszym Gimnazjum Hebrajskim. Jak można przeczytać choćby w przewodniku po Szlaku Dziedzictwa Żydowskiego w Białymstoku: prof. Szymon Datner „po wkroczeniu armii niemieckiej do Białegostoku, wraz z całą rodziną – żoną i dwiema córkami, musiał osiedlić się na terenie getta. Zaangażował się wówczas w pracę konspiracyjną – dowodził bojówką, która wyprowadzała Żydów z getta.”

– Musiał podjąć straszną decyzję i opuścić getto – mówiła wczoraj jego córka z drugiego małżeństwa dr Helena Datner. – Straszna, bo opuszczał swoją rodzinę, przyjaciół. Jego żona i dwie córki nie przeżyły a on sam trafił do partyzantki. Był w żydowskim oddziale „Forejs”, który stacjonował w lesie w okolicach Dworzyska. Pamiętam, że kiedy do nas do domu w Warszawie po latach przyjeżdżał Pan Alfons Radziwanowski z Dworzyska, to było wielkie święto. Bo ojciec, który był dość zamknięty w sobie, wtedy się uśmiechał.

Alfons i Stefania Radziwanowscy wspomagali Szymona Datnera i partyzantów żydowskich. Wiedziała o tym cała wieś, ale mieszkańcy wykazali się niebywałą solidarnością. Niemcy nie dowiedzieli się o dokarmianiu, nocowaniu i pomocy darowanej żydowskim powstańcom.

– To było zupełnie wyjątkowe, bo przecież ani oczywiste, ani powszechne w tamtych czasach – mówiła podczas uroczystości dr Helena Datner. – Cała wieś solidarnie pomagała Żydom ukrywającym się w lesie.

Prof. Datner przeżył wojnę. Pracował w Żydowskim Instytucie Historycznym, w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Dotknęły go czystki w 1953 i 1968r. Wówczas tracił pracę, zajmował się murarstwem. Jak wspomina go obecny szef ŻIH-u prof. dr hab Paweł Śpiewak był „zawsze twórczy, silny, bardzo wymagający wobec siebie i wobec swoich najbliższych. Miał, jak to się mówiło, mocny charakter. Oddany swojej córce Helenie i wnuczce Rut. Był jak Hiob obdarzony drugim szczęściem.” Zmarł w 1989 roku. Pochowany został na Cmentarzu Żydowskim w Warszawie.

Wczoraj córka prof. Datnera – Helena mówiła dziennikarzom, że dzięki tej uroczystości spłaca swój dług wobec ojca. – Dziś spełnia się jego wola i świadectwo. To dzień wdzięczności dla mieszkańców Dworzyska.

źródło: wrotapodlasia.pl

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o